Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncentracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncentracja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Czerwona herbata a odchudzanie

czerwona herbata
fot.: twoja-herbaciarnia.pl
Zielona, biała, czerwona czy tradycyjna - czarna? Dzisiaj stojąc przy półce z herbatami (bo o nich mowa), mamy do wyboru szeroką paletę barw. Właściwości odmian herbat innych niż najpopularniejsza do niedawna „czarna” są na bieżąco odkrywane. W ostatnich latach dużym zainteresowaniem cieszy się herbata czerwona. Przede wszystkim ze względu na jej właściwości odchudzające.

Nie każdy zdaje sobie sprawę, że czerwona herbata ma wiele odmian. W Polsce najpopularniejszą z nich jest chińska odmiana Pu-Erh. Poza tą odmianą występują także Oolong (proces jej fermentacji przebiega w 20%) oraz Pouchong (charakteryzuje się delikatnym smakiem, co wynika z krótkiego procesu fermentacji).

Dominujący w Polsce chiński rodzaj Pu-Erh ma najdłuższy proces fermentacji przez co cechuje się specyficznym, nieco ziemistym smakiem. Niektóre mieszanki leżakują nawet 50 lat, co jak na herbatę jest dosyć długim okresem. Pu-Erh fermentowany jest częściowo. Dzięki temu procesowi zawdzięcza swoje pozytywne właściwości. Podczas dojrzewania w fermentujących liściach powstają składniki takie jak: flawonoidy, alkaloidy, garbniki, aminokwasy, witamina E, wapń, magnez, żelazo, cynk, miedź i selen.

Mimo bogactwa zawartych w herbacie składników, to wcale nie ten czynnik przyczynił się do popularności napoju. Moda na picie czerwonej herbaty nastała wraz z ogłoszeniem przez naukowców z niezależnych od siebie ośrodków, iż napój ten jest panaceum na nadwagę. W Stanach Zjednoczonych okrzyknięto czerwoną herbatę „mordercą tłuszczu”. Według naukowców, picie od 3 do 5 filiżanek dziennie wspomaga odchudzanie. Zawarte w naparze związki przyspieszają metabolizm, wspomagają pracę wątroby, obniżają poziom złego cholesterolu, a także oczyszczają organizm.

Czerwona herbata pełni także inne pozytywne funkcje dla naszego organizmu. Polecana jest dla osób mających problemy z miażdżycą (duża zawartość związków flawonoidowych wzmacniających naczynia krwionośne). Oprócz tego poprawia pamięć, dobrze wpływa na zęby (duża zawartość fluoru), wzmacnia organizm (wysoka zawartość cennych pierwiastków i aminokwasów) oraz działa uspokajająco. Co ciekawe, napój ten działa bardzo dobrze na kaca, ponieważ wspomaga organizm w pozbywaniu się toksycznych związków zawartych w alkoholu, przyczyniających się do zatrucia alkoholowego!

Czerwoną herbatę się kocha lub nienawidzi. Przede wszystkim wpływa na to specyficzny smak i aromat. Jeżeli jednak staniemy się jej wielbicielami, to będzie ona miała ona bardzo dobry wpływ dla naszego organizmu.

Rada dla osób dbających o linię: herbatę czerwoną pij zawsze po posiłku, a nie przed! Najlepiej 30 minut po jedzeniu!

wtorek, 30 października 2012

Jak zaparzyć yerba mate?

Przyrządzenie sobie zdrowego naparu nie jest takie proste. Yerba mate to nie jest zwykła herbata, którą wystarczy zalać wrzącą wodą. Także proces przygotowania to nie tylko rytuał, ale i czynności, które faktycznie są niezbędne. Zresztą, plus jest taki, że to szybko wchodzi w nawyk.

fot. WW
Na wstępie warto opisać w czym parzymy yerba mate. Otóż naczynie nazywa się matero. Prawdziwi wyjadacze piją napój w naczyniach z tykwy, o których mowa była w poprzednim wpisie. Niemniej równie popularne są te ceramiczne. Poza tym często mają nieco większą pojemność w stosunku do tych z tykwy. Drugim i ostatnim elementem jest rurka do picia yerba mate - bombilla. Przedmiot o tak barwnej nazwie sprawia, że podczas picia nie krztusimy się zmielonymi liśćmi, zwłaszcza że tych należy nasypać niemało.  Ale o tym za chwilę.

Na początku należy włożyć  bombillę do matero i następnie nasypać tyle suszu yerba mate, by wypełnił od 50% do 75% naczynia. Na upartego można mniej, nie zawsze trzeba pić siekierę. Ktoś pomyśli, że to duża ilość i wyczerpie swój zapas yerba mate w tydzień. Otóż niekoniecznie, ponieważ raz zrobiony napar można zalewać jeszcze wiele razy, właściwie do momentu, gdy straci swój smak. Zazwyczaj jest to od 5 do 10 zalań. Niemniej wracając do parzenia, to gdy mamy w naczynku wszystko przygotowane, to zalewamy to wodą o temperaturze około 70-80 stopni Celsjusza. Taką temperaturę osiąga około 10 minut po momencie wrzenia.

fot. WW
Warto również dodać, że można z yerba mate uczynić bardzo dobry letni napój orzeźwiający, ponieważ nic nie traci ze swych właściwości, gdy zalejemy ją zimną wodą, najlepiej lodowatą i do tego dorzucimy kostkę lodu. Wtedy taki napój momentalnie gasi pragnienie. Chyba, że komuś jego smak nie przypadnie do gustu, bowiem jest dość specyficzny, ale na szczęście i na to są rady. Niektórzy dolewają kilka kropel soku z cytryny lub limonki, ewentualnie dodają trochę miodu. Czasem mogą też pomóc różne syropy owocowe, zwłaszcza że nie trzeba dużo dodawać.

Warto także uważać, by nie ruszać zbytnio bombillą i absolutnie nie mieszać zalanego naparu, ponieważ wszystko się zapcha i ciężko będzie się piło, a przecież nie o to chodzi. W tym miejscu należy dodać, że jest niesamowita ilość różnych wersji yerba mate w Polsce, choć wszystko pochodzi z Ameryki Południowej. Można przebierać w producentach i wariantach, ponieważ produkowane są również wersje smakowe. Sam zresztą posiadam yerba mate z guaraną.


fot. WW
Parzenie yerba mate szybko wchodzi w nawyk i przynosi niemałe profity. Sama yerba mate pozytywnie wpływa na nasze zdrowie i siły do działania, matero ładnie wygląda jako element dekoracyjny, proces parzenia i smakowania pozwala na chwilę relaksu, no i jest to świetna alternatywa dla kawy czy herbaty. To co, spróbujecie?

sobota, 27 października 2012

Yerba mate - skrzydeł nie doda, ale zdrowia owszem

Napój ten zyskuje coraz większą popularność w Polsce. Przebył długą drogę, bo aż z Ameryki Południowej, gdzie pijany jest od wieków. Na każdym kroku podkreśla się pozytywne aspekty wynikające z picia Yerba mate. Ale czy to prawda? Warto się zastanowić nad spróbowaniem tego napoju, wszak zdrowie jest najważniejsze, a jego cena nie jest tak oszołamiająca.

Czym tak naprawdę jest Yerba mate? Najprościej ujmując, jest to zmielony susz z ostrokrzewu paragwajskiego. Owy ostrokrzew w Ameryce Południowej ma mniej więcej takie samo zastosowanie jak u nas herbata. Widocznie zwyczaj popijania ciepłego naparu wszędzie stał się popularny. Zwłaszcza że yerba mate pijano jeszcze przed odkryciem Ameryki przez Europejczyków. Natomiast skoro Indianie nie handlowali z jakimkolwiek innym państwem, więc herbaty nie znali. Widocznie nie był to dla nich problem, skoro znaleźli roślinę o podobnym zastosowaniu na swoich ziemiach. 

fot: wikipedia


Co ciekawe, pierwsze uprawy tego ostrokrzewu zostały zapoczątkowane przez Jezuitów w XVII wieku. Jednak dopiero europejska żyłka handlowa uczyniła z yerba mate coś popularnego. Zresztą, to właśnie Jezuitom napój ten zawdzięcza swoją nazwę. Słowo yerba oznacza ziele, natomiast  mate w języku tubylców oznacza tykwę, czyli naczynie z rośliny, w której parzy się napar. Obecnie yerba mate można pić w różnych naczyniach, prym wiodą te ceramiczne. Natomiast prawdziwi miłośnicy tego orzeźwiającego napoju piją go w naczyniach właśnie z tykwy. Co za tym idzie, wszystko jest w stu procentach zdrowe i naturalne.

fot: WW

Sam wpływ yerba mate na zdrowie jest spory i istotny. Przede wszystkim pomimo energetyzującego charakteru nie ma żadnego wpływu na sen, czyli nie czekają nas bezsenne noce, jak po przesadzeniu z kawą. Obniża poziom cholesterolu, a poza tym wspomaga naturalną odporność, zwiększając aktywność białych krwinek, co jest jakże przydatne jesienią i zimą. Oprócz tego stymuluje pracę nerek i oczyszcza organizm z toksyn. Jest silnym  antyutleniaczem oraz wspomaga przemianę materii, co jest przydatne, gdy ktoś chce zrzucić kilka kilogramów. Oraz - co również istotne - pobudza pracę umysłu, odświeża go i działa mniej więcej tak jak kawa czy napój energetyzujący, ale bez negatywnych skutków. Naturalnie, nadużywanie yerba mate bez wątpienia mogłoby oznaczać jakieś problemy, ale śmiało można powiedzieć o każdej rzeczy, że w nadmiarze szkodzi.

Pragnę zachęcić wszystkich do zainteresowania się tematem yerba mate, gdyż cenowo nie jest to jakaś droga impreza, a ma dużo zdrowotnych właściwości, no i jest czymś nowym w natłoku popularnych "energetyków" czy kawy. Poza tym pozwala na chwilę zadumy i uczy precyzji. A czemu właśnie precyzji? Cóż, o tym w następnym wpisie, gdzie przestawię, jak zaparzać yerba mate, gdyż jest to taka... mała ceremonia!

niedziela, 16 stycznia 2011

Śmiej się, kochaj i tańcz na zdrowie!


To nie jest dobry czas. Pogoda nas nie rozpieszcza – jak nie ślisko, to mokro. Powtarzając za Turnauem: szaro, brudno i zima. Pracy jak zwykle wiele, zaś czasu coraz mniej. Co wrażliwsi tracą chęci na cokolwiek. Jak temu zaradzić?
Pogody nie zmienimy. Nie jesteśmy w stanie wydłużyć doby. Cóż więc możemy zrobić? Sposób jest banalnie prosty: dostarczmy sobie choć odrobiny pozytywnych wrażeń i uniesień.

Po pierwsze, częściej się uśmiechajmy. Śmiech poprawia bowiem krwiobieg, przyspiesza bicie serca i krążenie krwi, dzięki czemu organizm otrzymuje większą porcję tlenu. Oprócz tego aktywizuje on mięśnie brzucha i twarzy. Kiedy się śmiejemy zamiast standardowego 0,5 litra powietrza, pobieramy go aż trzykrotnie więcej. Poprawia się nasza koncentracja, sprawność i refleks. Pobudzamy swój układ odpornościowy, zmniejszając jednocześnie wydzielanie hormonów odpowiedzialnych za stres – kortyzolu i adrenaliny, na rzecz zwiększenia produkcji endorfin. Śmiejąc się, pobudzamy przemianę materii i przyspieszamy trawienie. Czy macie jeszcze wątpliwości, co do pożyteczności śmiechu?

fot: oris.
Kolejnym świetnym sposobem na przełamanie zimowego marazmu jest seks. Większości osób nie wymaga przedstawiania medycznych zalet miłości fizycznej. Bardziej sceptycznych w tej kwestii mogą jednak przekonać właściwości zdrowotne. Seks działa przeciwbólowo (popularny ból głowy nie wydaje się więc być dobrym argumentem, aby go uniknąć), podobnie jak śmiech – przyspiesza przemianę materii, zwiększa wydzielanie endorfin i wzmacnia mięśnie (głównie ud, ramion i pleców, ale też te, które są związane z układem moczowym). Pozwala nam lepiej sypiać oraz sprawia, iż mamy lepszy nastrój. Kiedy zaś jesteśmy szczęśliwi, aktywność elektryczna prawej i lewej półkuli mózgowej jest lepiej skoordynowana. Według neurofizjologów, brak takiej koordynacji często może stanowić przyczynę depresji.

fot: belly.
Ilość naszych endorfin zwiększy także taniec. Od wielu lat wiadomo, że działa on antystresowo. Taniec na profesjonalnych lekcjach, weekendowej imprezie, czy też między kuchennymi szafkami to doskonały sposób nie tylko na rozrywkę, ale też dobre samopoczucie. Rozładowuje on złe emocje, eliminując agresję i frustrację, a także aktywizując do pracy te części mózgu, które są odpowiedzialne za uczucia. Jakby tego było mało – godzina tańca powoduje spalenie ok. 350 – 400 kcal.

Odejdźmy na chwilę od telewizora, nauki, czy też pracy i poświećmy choć kilkanaście minut na jedną ze wspomnianych czynności. Łączmy je w dowolnych zestawieniach i kolejności. Efekt gwarantowany!

wtorek, 11 stycznia 2011

Rybka lubi pływać


Nie jest królem jak łosoś czy dostojnikiem niczym makrela, lecz w polskiej tradycji kulinarnej zajmuje, niewątpliwie, poczesne miejsce. Śledź, bo o nim mowa, zawiera tłuszcz, dzięki któremu staje się źródłem dobroczynnych dla zdrowia kwasów omega – 3. Rozszerzają one naczynia krwionośne, redukują tworzenie zakrzepów, obniżają poziom cholesterolu, regulują ciśnienie tętnicze, wykazują działanie przeciwmiażdżycowe, a także zwiększają odporność.

Śledzie to również bogate źródło witamin: A, D, E, B6, B12 oraz minerałów: miedzi, żelaza, cynku, jodu, potasu i fosforu. Co ciekawe, po zjedzeniu śledzika zwiększa się poziom serotoniny, czyli hormonu poprawiającego nastrój. Oprócz tego ryba ta działa przeciwdepresyjnie oraz wzmacnia naszą zdolność zapamiętywania i koncentracji.

Wartości odżywcze śledzi są zależne od czasu ich połowu. Te łowione jesienią są najchudsze, w lecie natomiast – najtłustsze (im więcej tłuszczu, tym więcej kwasów omega – 3).

Śledzie można jeść na ciepło i na zimno, zrobić z nich rolmopsy, koreczki, tatara i setki innych potraw, których skład zależy wyłącznie od naszej inwencji. Śledziowe przysmaki będą idealnym uzupełnieniem bufetu każdej z karnawałowych imprez okraszonych odrobiną alkoholu. Jak bowiem wiadomo nie od dziś – rybka lubi pływać!


Przepis na śledziki w śmietanie

Składniki:

50 dag płatów śledziowych z zalewy octowej (lub solonych – zależnie od upodobań smakowych)
1 cebula
1 jabłko
1 szklanka śmietany
sól, cukier, pieprz do smaku
ew. szczypiorek do dekoracji

Wykonanie:

Każdy z płatów śledziowych podzielić na 3-4 cm części, ułożyć w salaterce. Jabłko zetrzeć na tarce o dużych oczkach, cebulę pokroić w cienkie piórka. Jabłko i cebulę połączyć z sosem śmietanowym, doprawić solą, pieprzem i cukrem. Śledzie zalać sosem śmietanowym. Udekorować szczypiorkiem. Smacznego!

fot: M.